Długo myślałam i zastanawiałam się co by tu zrobić dla takiego maluszka kilkumiesięcznego.
Przesłodki, przeuroczy, fantastyczny mały dżentelmen, który śmieje się w każdej prawie minucie swojego rozpoczynającego się życia, rozbraja każdego komu pośle swój cudowny uśmiech.
Mam nadzieję, że jeżykowa maskotka jaką dla niego zrobiłam, a druga dla jego starszej Siostrzyczki spodobają się i będą milutką przytulanką.
Wiem, wiem.. pewnie myślicie o tych koralikowych oczkach ;) Przyszyłam je tak porządnie że nie ma możliwości ich oderwać. Więc są bezpiecznie ;) Jakże byłam szczęśliwa kiedy dałam temu maleńkiemu człowieczkowi zabawkę, którą sama własnoręcznie wykonałam, moja radość nie miała końca.
Objoł ją swoimi malutkimi rączkami.. i zaczoł ją badawczo lizać ;)
Oczywiście maskotek będzie więcej ;) ale wszystko w swoim czasie. Ostatnio jestem tak zabiegana, że ledwo starcza mi czasu na cokolwiek.. Bardzo chciałam zrobić coś jeszcze, ale niestety :( - doba jest za krótka o czym już napisałam tutaj. Zaczełam nawet robić misia.. którego nie udało mi się skończyć na czas :( ale wszystko przede mną. Niedługo Mikołaj, później Święta Bożego Narodzenia, więc okazji będzie sporo.
To zadanie znajdujące się na pozycji nr #4 mojego projektu 16 na 16, i wykonałam go póki co chyba z największą radością, zapałem i nadzieją, że Mój Syn Chrzestny będzie miał maskotkę zrobioną własnoręcznie przez ciocie Madzie ;)
Następny wpis będzie troszkę opóźniony z powodu mojego urlopu, o którym napiszę niebawem po powrocie....
No więc zacznę od tego, że przyłączyłam się do kilku grup "Szydełkowane razem", "Crochet with Us!", "Szydełkowe robótki".. itp. na społeczności jaką jest Facebook gdzie znalazłam kilka fantastycznych pomysłów i projektów właśnie na pledy z szydełkowych kwadratów.
I tak sobie zaczełam coś tam dziergać.. po jednym, dwa.. trzy kwadraciki dziennie z myślą, że właśnie powstanie z tego zamierzony pled.
Wzór bardzo prosty. Jeśli ktoś ma ochotę skorzystać bardzo proszę przygotowałam go dla Was poniżej. Dajcie znać jeśli coś z nich stworzycie.
Z dnia na dzień kwadracików przybywało coraz więcej i więcej, ale niepokoiła mnie jedna rzecz. Włóczki zaczynało ubywać. Zakupiłam ją w zeszłym roku w sklepie, który wtedy likwidowano i tylko kilka ostatnich motków i nie wiem czy i gdzie mogłabym ją jeszcze dostać.
No więc odwóciłam kolorystykę i zaczełam robić tylko środki melanżowe.. a po zewnętrznej jednokolorowe. Włóczka szybko się jednak kończyła i mój projekt musiał ulec zmianie.
Zdecydowałam więc, że najpierw zrobię dwie poszewki na podusie.. bo na tyle powinno mi wystarczyć, a jak uda mi się jakimś cudem dokupić włóczkę to wtedy dorobię resztę i skończę moją planowaną narzutę.
Tym czasem fronty moich poduszeczek są już prawie na wykończeniu.
Jeszcze tylko muszę doszyć tylnią część, wszysć zamek i gotowe!
W między czasie udało mi się wydziergać jeszcze taki pledzik dla dla mojego przyszłego Chrześnika.
W tą niedzielę tj. 12 października są Chrzściny więc się sprężyłam i właśnie udało mi się zakończyć mój wielki granny square :), który będzie otulał małego chłopca o imieniu Tadeuszek.
I choć chyba nie uda mi się już w tym roku skończyć mojej narzuty, to w połowie i tak zaliczam sobie to zadanie. Wykonałam za to dwie podusie i mały pledzik 100x100cm. Plan był ambitny.. no ale cóż... nie udało się do końca. Może w przyszłym roku. Doba zdecydowanie trwa za krótko ;) naprawde... >zajżyjcie tutaj< a same się przekonacie, że to wcale nie takie proste wygospodarować troche wolnego czasu na nasze dodatkowe zajęcia związane z przyjemnościami ;) A już za tydzień pokażę Wam jaką zabawkę zrobiłam dla małego Tadeuszka (mojego Chrześnika). Jak już wspominałam w tą niedzielę są Chrzściny, a z pustymi rękami wiadomo... to tak nie wypada ;). I choć narzutke już dla niego mam to i mam też nadzieję, że zdąże z zabaweczką, bo po drodze mam jeszcze wakacje.. ale to już na następny wpis. Do następnego razu..
23-go września rozpoczeła się astronomiczna jesień. Natura maluje nam piękne pejzaże, kolorowe drzewa, liście w przeróżnych barwach, kwiaty kwitnące tylko jesienią, ale mamy też chłodne poranki i... ciepłe ubrania ;)
No tak. Jesień przygotowuje nas na nadejście zimy. Dni coraz krótsze, słoneczka też już coraz mniej.
Miałam szczęście, że udało mi się wybrać w słoneczne jeszcze niedzielne popołudnie na spacer do Ogrodu Botanicznego w Dublinie, bo pogoda z dnia na dzień już coraz bardziej jesienna - a może powinnam napisać typowo "irlandzka"? ;) (jeśli macie ochotę pooglądać sobie więcej fotek z Orgodu Botanicznego w okresie letnim - zapraszam na mojego drugiego bloga >TUTAJ< )
Jesienna sesja zdjęciowa to kolejne zadanie wyznaczone do realizacji wg mojego Projektu 16x16.
Na pozycji #11:
"Zrobić sesje jesiennych zdjęć (minimum 10 zdjęć) w dowolnym klimacie".
No więc złapałam aparat fotograficzny i nie marnowałam niedzielnego popołudnia ;) Wskoczyłam w wygodne czerwone trampeczki i ruszyłam w drogę.
Wyznaczonych miałam minimum 10 zdjęć w realizacji tego zadnia, no ale jak to zazwyczaj bywa na sesjach zdjęciowych.. zwłaszcza kiedy jest co fotografować zdjęć jest więcej... dużo więcej...
Uwielbiam kiedy robiąc zdjęcia słonce oświetla obiekty które fotografuje.. albo przebija się przez liście drzew tworząc magiczną atmosfetę. Efekt zdjęć jest niesamowity. I choć może moje zdjęcia tego nie oddają aż tak dobrze, bo nie mam takiego doświadczenia w fotografii to i tak uważam że są świetne. A Wy co o nich sądzicie?
Kolory jesieni są tak intensywne i przyciągające, że czasami ciężko oderwać od nich oczy. Zwłaszcza przy tak cudnych kwiatach kwitnących tą porą roku..
Patrząc na nie i inspirując się barwami czy kształem już mi chodzą po głowie różne projetky. Chyba zaraz złapię za jakieś szmatki, albo filc i stworzę kilka kwiatów broszek na wzór tych przecudnych Dalii. A Wy nie macie ochoty czegoś stworzyć?
Wszystkie zdjęcia z tej sesji możecie zobaczyć na moim drugim blogu, o którym już wcześniej wspominałam IRELAND IN MY EYES >TUTAJ<
Moja jesienna sesja zdjęciowa zaliczona! :)
Czas na kolejne zadanie, które pokaże Wam już za tydzień.
Moje zmagania z szydełkowymi kwadratami (granny square). ZAPRASZAM!!!
Jak tam Wasze porządkowanie szaf i dietki oraz zrzucanie zbędnych kilogramów?
Mam nadzieję, że radzicie sobie dobrze.
Dziś chcę Wam pokazać efekty pracy z moją Koleżanką, którą chciałam naczyć posługiwać się szydełkiem.
Koleżanka nie wyraziła zgody na publikację jej zdjęcia oraz ujawnienia imienia, dlatego na jej określenie posługiwała się będę słowem "Koleżanka".
Do tego przedsięwzięcia wszystko wcześniej sobie przygotowałam, prościutkie tutoriale i wzory jakich mogę ją nauczyć, całą reklamówkę różnych wełenek i szydełka różnych wielkości oczekiwały na tą chwilę. Zaplanowałyśmy na to cały weekend czyli sobota i niedziela włącznie.
W tym właśnie celu spakowałam się w małą walizkę i pojechałam do Koleżanki, która mieszka 50km dalej. Nie mogę powiedzieć, że się nudziłyśmy, bo nie było na to czasu ;) choć ja bardzo potrzebowałam takiego wyjazdu, bo i odpoczełam i świetnie się bawiłam!
Miło spędziłyśmy sobotnie popołudnie na shoppingu, gdzie oczywiście nie mogłam się opanować przed kolejnym zakupem różnych wełenek do kolejnych moich projektów jakie mam w planie, a wieczorem zabrałyśmy się za odhaczenie kolejnego punktu z mojej listy 16-stu projektów do końca roku.
Również można powiedzieć, że ponownie wróciłam do zadania nr.9, ponieważ zmotywowałam Koleżankę do porządków w jej szafie i wywaliłyśmy wszystko co się w niej znajdowało, poukładałyśmy na nowo i odrazu jakoś się tak przejrzyściej zrobiło.
A wyniosłyśmy chyba dwie pełne reklamówki ciuchów do oddania, które były za małe, choć w przypadku Koleżanki to "za duże", bo waga zleciała jej i to sporo więc wszystko na niej wisiało... Po naszych porządkach zrobiło się dużo miejsca na nowe szmatki, które już na drugi dzień zostały zakupione i uzupełnioniły lukę w szafie :)
Następnym moim zadaniem na 13-stej pozycji projektu 16x16 jest:
"Nauczyć znajomą/znajomego jednej dowolnej techniki rękodzieła jaką wykonuje swoje prace".
W moim wypadku jak wspomniałam już wcześniej postanowiłam, że będzie to szydełkowanie. No i się zaczeło! ;) Wyciągnełam z walizki potrzebne do tego sprzęty i zabrałam się za dzierganie prościutkiego kwadratu (granny square). Koleżanka uważnie się przyglądała, obserwowała i z podziwem tylko kręciła głową. - "Nie ma szans, ja tego nie zrobie" - uwagi z jej strony wcale mnie nie zniechęcały. To jeszcze raz. Powtórka. -"Patrz uważnie i zaraz Ty będziesz robić tak samo..." Po chwili wzieła do ręki szydełko i włóczkę.. popatrzyła na nie z niechęcią i stwierdziła : -"Chyba bym ku...cy dostała jakbym miała tak liczyć oczka i wbijać je tak równiutko. O nie.. sorry Madzia, ale to nie dla mnie". Hmm.. no cóż nie będe jej na siłę do czegoś zmuszała i namawiała, bo jak ktoś nie chce to gorzej niż by nie mógł. No więc dobrze że byłam przygotowana na taką ewentualność i w zastępstwie przywiozłam ze sobą jeszcze jedną rzecz. A mianowicie zestaw gumeczek Loom-bands.
I to już zainteresowało Koleżankę, która z większym entuzjazmem i chęciami przystąpiła do tworzenia pierwszej bransoletki. Zaczełyśmy od bardzo prościótkich wzorów. Widząc że Koleżance idzie coraz lepiej, przeszłyśmy do bardziej skomplikowanych.
Była zachwycona!!! Siedziałyśmy do 5:00 rano i tak czas nam leciał. Ona dłubała bransoletki loom, a ja dziergałam na szydełku i tym samym realizowałam (wciąż realizuje) mój kilejny projekt który jest na pierwszej pozycji mojego planu. Pled wykonany na szydełku...
Ale o tym już za tydzień.
Jakby nie było podczas wykonywania bransoletek loom także używa się szydełka, żeby łatwiej było przeplatać te gumeczki, tak że można śmiało powiedzieć, że szydełko było w ruchu ;)
I tym sposobem nauczyłam Koleżankę nowej techniki dziergania, choć teraz to każde dziecko już to chyba potrafi, bo gumeczki są bardzo popularne. Wiec kolejne zadanie na mojej liście uważam za zaliczone.
Zostało ich jeszcze 13, choć niektóre są cały czas w trakcie realizacji. Jednak muszę się trochę sprężyć bo czas ucieka, a idzie mi to troche w żółwim tempie. Chyba za dużo sobie tego wszystkiego nagromadziłam.
Za już za tydzień zapraszam na moją jesienną sesje zdjęciową....
*** Będzie dłuuuuugo.. ale i smacznie, więc może zanim rozpoczniecie to zróbcie sobie dobrą herbatkę, przygotujcie miseczkę z pokrojoną marchewką do chrupania albo jakieś owocki i wygodnie zasiądźcie do mojego wywodu o diecie. ***
Każda w Was napewno już robiła sobie nie jedną dietę z efektami bardziej czy mniej zadowalającymi. Ale czy udało się Wam zatrzymać wagę tak na dłużej.. bez efektu jojo?
Nie jednokrotnie udało mi się zrzucić trochę kilogramów, a po chwili znów przybrać na wadze, a czasami nawet ją przekroczyć o tą wyjściową od której zaczynałam.
Tym razem mam nadzieję, że efektu jojo nie będzie, bo mam na to zapewnienie mojej dietetyczki, a na diecie jestem już aktualnie od kwietnia 2014.
Docelowo miało być 15kg. do zrzucenia.. Dużo-niedużo... Troche to jest zwłaszcza, że zaczynałam to już odczuwać, a mój kręgosłup, nogi i kondycja odmawiały mi posłuszeństwa nawet podczas krótkiego spacerku.
15 kg. nie wydaje się dużo.. ale jednak tyle nadwagi miałam według mojej dietetyczki z którą jestem w stałym kontakcie i dzięki której, a właściwie to dzięki dietkom jakie mi przygotowuje, odpowiednim posiłkom, ćwiczeniom jakie wykonuje i piciu 2-3 litrów wody dziennie!!! od kwietnia zrzuciłam już 12kg!!! SUKCES!!! Zostały jeszcze 3kg.. choć chciałabym pozbyć się 5kg. Nie jest to może dużo w przeciągu tak długiego czasu (6 miesięcy 12kg.), ale tu nie chodzi o drastyczne zrzucanie kg. tylko o nawyki żywieniowe i zdrowe pozbycie się nadwagi.
Tak że kolejne moje postanowienie, które sobie wyznaczyłam w punkcie drugim mojej listy ma duże szanse na ukończenie i to już w niedługim czasie.
Zakończenie diety przewiduje na koniec października, później będzie wyprowadzanie z diety, choć nawyki żywieniowe już zostały wpojone w moją głowe, bo nauczyłam się jak jeść, co i kiedy.
Coraz lepiej zaczełam się czuć, dużo lepiej wyglądać.. i kondycja wraca do coraz lepszej formy.
Naprawde uważam to za swój wielki sukces!
Po problemach jakie miałam z kręgosłupem i jeszcze z początkiem tego roku parażliżem rąk jaki był spowodowany uszkodzeniem jednego z kręgów przykręgosłupowych moja waga i ciało zaczeło przybierać na wadze coraz więcej i więcej. Stres, brak ruchu i obżeranie się słodkościami, których niepotrafiłam sobie odmówić, zajadanie smutków i depresja w jaką wpadłam, pogłębiały się coraz bardziej. A nie mając nad tym kontroli, ani nikogo kto byłby w stanie zwrócić mi na to uwagę, nie odmawiałam sobie niczego.
Jedzenie Take-Away (czyt.tejkełejów - czyli na wynos), objadanie się czekoladą, którą poprosu kocham i nie wyobrażałam sobie dnia bez niej ( dziś przyznam szczerze i uczciwie że od maja nie zjadłam ani kawałeczka =) ), brak ruchu, siedzenie w domu przed TV czy komputerem rosły w siłę. Aż do momentu... kiedy na święta Wielkanocne pojechałam do Polski i moja Mama załamała ręce :( "Dziecko... jak ty wyglądasz???" Wtedy się opamiętałam!!! No faktycznie... JAK??? Strasznie!!!!
Weszłam na wagę i sama załamałam ręce :(
Postanowiłam że coś z tym muszę zrobić. Znalazłam odpowiedniego dietetyka do którego się wybrałam i odbyłam dłuuuugą i szczerą rozmowę z Panią Magdą, która obiecała mi że wyciągnie mnie z tego i odmieni moje życie.
I tak się zaczeło. Na początku przyznaję było ciężko. Jak usłyszałam czego mi nie wolno, kategorycznie zabroniono jeść i z czego muszę zrezygnować... to się załamałam. Stwierdziłam że nie dam rady. No jak to NIE WOLNO? A do tego jeszcze minimum te 2 litry wody dziennie, WODY samej, czystej.. nie tej w herbacie, kawie czy coś.. to nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Przecież nie da się tyle wypić w ciągu dnia. Zwłaszcza dla mnie gdzie ja naprawde piłam jej niewiele. Pomijając 2-3 kubki kawy dziennie, jakieś słodkie napoje gazowane itp.. woda była dla mnie nie do przełknięcia. To teraz jest to główny i podstawowy składnik mojej diety! Piję dużo wody ok.2-3litrów dziennie, a 1,5 litra dziennie to minimalna dawka jaką przyswajam. Tak że da się!! Naprawdę, trzeba tylko chcieć.
Waga zaczeła ładnie lecieć w dół, co z każdym dniem dodawało mi skrzydeł i motywowało do kolejnych kroków i wprowadzania coraz to większych zmian żywieniowych. Odstawiłam frytki (które też uwielbiałam) wiele potraw smażonych na głębokim oleju i słodycze. Oczywiście to wszystko stopniowo, zastępując je różnymi warzywami, owocami i innymi rzeczami które dostarczały mojemu organizmowi zapotrzebowanie na różne minerały i pierwiastki, które wcześniej zaspokajałam właśnie tymi niezdrowymi i tłustymi rzeczami, aż w pewnym momencie poczułam, że już ich nie potrzebje. Zupełnie przestałam myśleć o czekoladzie, która tak poprawiała mi nastrój, czy lodach które spożywałam wieczorem oglądając jakiś film.. Czuje się syta i zapokojona tym co mam w diecie.
A co jest najważniejsze jeszcze w tym wszystkim? Spożywanie posiłków regularnie i przynajmniej 5 posiłków dziennie. Czyli co 3 godziny.
No i tak rano o 8:00 rozpoczynamy śniadanie: filiżanka kawy lub herbaty bez cukru i opcjonalnie np: 2 kromki pieczywa z białym serkiem philadelphia lub serek homogenizowany lub 2 plasterki wędliny drobiowej lub z dżemem/konfitura light lub jajko na twardo lub pomidor, ogórek, papryka czy inne jakieś warzywo... opcji jest sporo.
Ale odpada ser żółty, boczek, parówki, więcej niż 2 żółtka na tydzień, sery pleśniowe.
O 11:00 drugie śniadanie - naturalny jogurt i jakiś owoc, lub szklanka soku z pomarańczy lub szklanka truskawek albo jagód.
O 14:00 lunch/obiad: i tutaj opcji jest mnóstwo, przepisów tysiące. Posiadam fajną książkę z przepisami i kilka dietek od dietetyczki więc jak ktoś byłby zainteresowany to mogę podesłać kilka prościutkich przepisów, bo nie będe w stanie ich tutaj wszystkich zamieścić. Ale podam Wam tutaj dwa albo 3 różne przepisy.
Jeśli chcecie więcej, dajcie znać w komentarzu to postaram się coś jeszcze napisać może w kolejnym wpisie :) jeśli będzie zainteresowanie.
A teraz przepisy:
1. CUKINIA NADZIEWANA
Składniki: 1 duża cukinia, 150g.drobiowego mięsa mielonego, 1/2 papryki czerwonej i 1/2 papryki zielonej, jajko, cebula.
Cukinię przekroić wzdłuż na pół i wydrążyć środek, ale tak by 0,5-1cm. miąższu zostało przy skórce.
Mięso wymieszać z jajkiem. Paprykę, cebulę i wydłubany środek cukini pokroić w drobniutką kostkę. Wszystko zeszklić na patelni z 1 płaską łyżeczką oliwy. Mięso wymieszać z warzywami. Nadziaćfarszem cukinie. Blachę wyłożyć folią aluminiową, na tym ułożyć cukinię. Piec tak długo, by mięso się upiekło a cukinie zmiękły.
Przygotowanie sosu:
Wrzucić kostkę warzywną do 300ml wody, podgotować. Pomidory podsmażyć i wrzucić do bulionu, chwilkę podgotować, po odstawieniu garnka dodać kilka łyżek jogurtu naturalnego.
***************
2. KURCZAK NA OSTRO (3-4 porcje na 2 dni)
Składniki: 1 podwójna pierś z kurczaka, 2 ząbki czosnku, kilka kropel tabasko lub ostra papryka, łyżka oliwy z oliwek.
Sposób przygotowania: Pierś umyć, podzielić na porcje, ułożyć w misce, zalać łyżką oliwy, wcisnąć czosnek i skropić tabasko lub posypać ostrą papryką. Odstawić na ok.30 min.do lodówki. Następnie położyć na rozgrzanym grilu lub w piekarniku i piec ok. 20 min.
Sposób przygotowania: Pierś z kurczaka pokroić w kostkę, podsmażyć na łyżce oliwy razem z czosnkiem i 1/2 łyżeczki świżego startego imbiru. Dodać 1/2 litra bulionu na kostce rosołowej i gotować ok 12-15min. Następnie dodać pokrojone pieczarki i kapustę pekińską. Zupę doprawić sosem sojowym i posypać szczypiorkiem z dymki.
***************
O 17:00 podwieczorek: mały jogurt naturalny z jakimiś otrębami, z siemieniem lnianym czy owocami lub szklanka soku pomidorowego lub koktajl owocowy na bazie maślanki.
O 20:00 ostatni posiłek - kolacja: tutaj też opcji jest sporo;
Jajecznica na pomidorach lub omlet ze szpinakiem, pieczarkami i czosnkiem lub sałatka z cukini i kalarepy lub chuda ryba dowolnie przyrządzona lub 1/2 porcji obiadowej (np. tego co przygotowaliście na obiad/lunch).
Oczywiście sama dieta bez ruchu i ćwiczeń niewiele nam da. Tak że pamiętać trzeba o wykonywaniu ćwiczeń fizycznych dostosowanych do swoich możliwości (np. godzina spaceru dziennie, pół godziny pływania czy ćwiczenia w klubie fitness)
Jeżeli poczucie głodu pozostaje po spożyciu posiłków, należy pić herbatę niesłodzoną lub jeść świeże warzywa.
Posiłki powinny być spożywane regularnie, bez dodatkowego dojadania pomiędzy wyznaczonymi godzinami.
Odpowiedni sposób przyrządzania potraw to: grill, opiekanie na ruszcie, podgrzewanie w kuchence mikrofalowej, gotowanie na parze, pieczenie w piekarniku, gotowanie, duszenie, przyrządzanie w sosie własnym lub w papilotach.
Dziennie dopuszcza się spożycie maksymalnie 2 łyżek oliwy z oliwek w potrawach. Należy unikać potraw smażonych i tłustych!
O dietach i zaleceniach żywieniowych można by pisać i pisać..
napewno znacie zasady i wiecie jak się do tego zabrać, bo każdy indywidualnie zna swój organizm i wie czego mu potrzeba.
Dlatego dostosowanie dla siebie odpowiedniej diety jest indywidualną sprawą każdej z Was. Jeśli nie wiecie jak się do tego zabrać to idźcie do dietetyka, technika żywienia czy poczukajcie w internecie jakiegoś ośrodka odchudzania gdzie ktoś może Wam poradzić co i jak zrobić i od czego zacząć. W większości ośrodków takie porady bądź pierwsze wizyty czy konsultacje są bezpłatne, płacicie już za konkretne ustawianie i dostosowanie diety do waszych potrzeb, bądź za suplementy które dostajecie do waszych diet. Wystarczy tylko, że sobie uświadomicie to, że są ludzie którzy pomogą Wam w tym abyście lepiej się czuły i świetnie wyglądały. Trzeba tylko chcieć i zrobić krok w przód.
Życzę Wam, aby z każdym kęsem, łykiem wody i spacerowym krokiem gineły zbędne kilogramy z uśmiechem na twarzy, a dieta była przyjemnością, a nie drogą przez mękę.
Jeśli i Wy chcecie się podzielić ze mną swoimi zmaganiami z dietą zapraszam do dodania poniżej swojego linku do Waszego bloga. Z przyjemnością Was odwiedzę i poczytam o waszych dietkach.
Dziekuje.
A teraz jeszcze dla odprężenia. "Dieta, ahh dieta koniec hurtem czas na detal" i niech to będzie waszym mottem przewodnim ;)
Zaglądnijcie jeszcze tutaj tak dla ciekawostki, żeby przekonać się jak krótka jest nasza doba aby wprowadzić w nią wszystko to co byśmy chcieli ;)
A już za tydzień pokażę Wam jak nauczyłam koleżankę posługiwać się szydełkiem... no może nie dosłownie szydełkiem, ale sprzętem który do szydełka jest podobny ;)