wtorek, 14 marca 2017

Wyjazd do OSLO z nieznanymi znajomymi...

***

Minoł rok od mojego ostatniego wpisu tutaj...
Jednak aktywnie bloguję i zajmuję się moim drugim blogiem DIY czyli Zrób To Sam na którego serdecznie zapraszam. 

Wciąż zamieszkuje Zieloną Wyspę (czyli Irlandię), a z Nowym Rokiem 2017 postanowiłam trochę pozwiedzać i pojeździć po świecie.. 

Zaraz w pierwszych dniach Nowego Roku 2017, decyzja padła na Mediolan / Włochy.. jednak to dopiero w kwietniu i na dodatek w Wielkanoc.. ale bilety już zakupiłam, hotel zabukowałam.. i oczekuje. 

Pare dni później koleżanka zaproponowała mi wyjazd do Oslo / Norwegii, gdzie w marcu odbywał się SkiFestival. Nie byłam do końca przekonana co do tego wyjazdu, bo na nartach nie jeżdżę, a tym bardziej fanką skoków narciarskich nie jestem... Jednak niewiele myśląc zdecydowałam się - jak przygoda to przygoda, coś nowego, innego, więc dołącze do koleżanki i jej chłopaka którego nie miałam jeszcze okazji poznać. 
Pomimo jej zapewnień i opowieści jaki to "cudowny, spokojny i ugodowy człowiek", to z dystansem do tego wszystkiego podeszłam. 
No i znów moja intuicja się nie pomyliła. Już na lotnisku poczułam coś: "oj.. będą z nim kłopoty". 
Chłopak okazał się totalną porażką i zupełnym przeciwieństwem tego co zapewniała koleżanka, o czym i ona sama zresztą się przekonała. Jednak reklamę zrobiła mu świetną ;) - chyba tylko po to żebym z nimi pojechała, bo ona chyba sama nie miała zbyt wielkiej ochoty jechać razem z nim "sam na sam".. i wcale bym się nie zdziwiła gdyby naprawde taki był powód zaproponowania mi tego wyjazdu.

Pomimo niedojżałości chłopaka (i nie mam tu żadnych uprzedzeń oraz pomijam fakt że jest on o 10 lat młodszy ode mnie, a o 5 lat od koleżanki z którą są parą - czyli taki jeszcze 20-paro letni dzieciuch, który dopiero co wyleciał spod skrzydeł mamusi i dopiero uczy się życia) i jego zagrywek oraz prób prowokacji, idiotycznych docinek i mniemania o sobie "jestem boski chylcie noski", bawiłam się świetnie, chodząc jak to mówią "własnymi ścieżkami". 
Oni do hotelu, a ja na miasto. 
Dzięki temu trochę udało mi się zobaczyć i pozwiedzać. 



Tak jak napisałam na początku, głównym powodem tego wyjazdu były skoki narciarskie, więc praktycznie 2 dni spędziliśmy na skoczni Holmenkollen, którą udało mi się sfotografować prakrycznie z każdej strony. 



Pogoda udała nam się niesamowicie. Nawet sami norwedzy byli zaskoczeni, że te 4 dni były tak słoneczne i ciepłe jak na marzec gdzie średnia temperatura w tym czasie to ok.-5*+5*. My trafiliśmy na +5*+10* ...

Również udało mi się zdobyć zdjęcia z naszymi polskimi skoczkami. Tego to już się zupełnie nie spodziewałam. 
Zdjęcie z Kamilem Stochem oraz z Maciejem Kotem to wspaniałe przeżycia oraz wspomnienia i niesamowita niespodzianka.



Podczas spaceru do Parku Vigelanda (park figur) również towarzyszyła mi niezwykle piękna pogoda, która sprzyjała fantastycznym fotkom. Park składa się z 212 rzeźb z kamienia i brązu przedstawiających łącznie prawie 600 postaci!!!  




Tak że wyjazd uważam za udany pomimo nieprzyjaznego nastawienia kolegi.
Jedyna nauka jaką wyniosłam z tej wycieczki to taka, że jeśli jechać ze znajomymi to tylko sprawdzonymi, a już na pewno takimi których się zna, a nie dwa czy 3 razy było się tylko na kawie i to w 1/2 (chodzi mi o to że w połowie towarzystwa)  ;) 




A teraz przygotowuje się na kolejny wyjazd i zwiedzanie - tym razem już sama i niezależna :)



Pozdrawiam serdecznie 
MAJALENA FAR AWAY FROM HOME
www.majalenafarawayfromhome.blogspot.com

 

piątek, 4 marca 2016

Mój drugi DOM...

***

Ależ ten czas leci.. nawet nie wiem kiedy upłyneło 10 lat jak mieszkam w Irlandii.

W 2006 roku, 25 maja - dzień przed Dniem Matki - pamiętam jak dziś.. kiedy świętowałyśmy ten dzień bo następnego dnia byłam już na Zielonej Wyspie - wyleciałam do Irlandii, tak o.. na chwile.. zaledwie na pare miesięcy, tylko na okres wakacji żeby sobie "dorobić".

Wakacje się skończyły, mineły 3 miesiące, potem kolejne 3, rok, dwa lata... i tak jakoś zleciało.

Zostałam i tu znalazłam swoje miejsce na ziemi.



Bedąc w Polsce tęsknię za Irlandią, będąc w Irlandii tęsknie za rodzinnymi okolicami.

Ale jeżdżac w różne zakątki irlandzkiej ziemi czuje się jakbym już tu kiedyś była. Jakby tu właśnie był kiedyś mój DOM.
Cisza, spokój, dzikość przyrody, niezwykłe i cudowne miejsca które sprawiają, że można zapomnieć o wszystkim i skupić się na tej właśnie chwili. Cieszyć się życiem i radością bycia w tym niezwykłym miejscu.
Może dla niektórych to tylko kraj w którym "ciągle pada", a dla innych to tylko "zielone pastwiska".

Dla mnie:

"Irlandia to Guinness, najbardziej znany na świecie irlandzki nektar dla miłośników piwa.
Irlandia to puby w których tradycyjna muzyka, tańce i stare celtyckie legenty rozbrzmiewają każdego wieczora.
Irlandia to wiecznie zielona trawa, palmy i róże kwitnące w grudniu.
Irlandia to wielokulturowa mieszanka emigrantów z całego świata, dzięki którym na ulicach usłyszysz hiszpański czy chiński, a w knajpie za rogiem znajdziesz najlepsze sushi, nie lecąc wcale do Japoni ;)"

Irlandia to mój drugi dom. 






Pozdrawiam serdecznie 
MAJALENA FAR AWAY FROM HOME
www.majalenafarawayfromhome.blogspot.com

 

piątek, 4 września 2015

Koniec.. czy początek...?

***

Oj długo mnie tu nie było..

Jakoś tak się zajęłam rękodziełem, moimi dłubankami i tak czas szybko zaczął lecieć.. nawet nie wiem kiedy. Z jednej strony dobrze, że tak szybko leci, zwłaszcza jeśli się na coś czeka, bo czas szybko mija, ale z drugiej strony, jeśli by na to popatrzeć z innej perspektywy, to życie przelatuje nam przez palce :(

Smutno mi i jakoś tak czuje się ostatnio z tym wszystkim troche źle i troche zdołowana. Może nie daje po sobie tego odczuć i Ci co mnie znają też niewiele zauważają, bo nie należę do tego typu osób które można czytać - że tak powiem "po twarzy".  Więc nawet jak się coś dzieje nie tak, to nie widać co i jak.. ale jak jest mi już z czymś naprawde źle i za ciężko żeby dźwigać to samemu to muszę się gdzieś wyżalić...czy wypłakać..  no ale tak naprawde to nawet nie mam zabardzo komu.. :( Dlatego tu pisze i odrazu mi troche lepiej.

Nie chce opisywać całej sytuacji, bo to i tak niczego nie zmieni.

Coś się kończy, a coś się zaczyna, no niby tak.. tylko czemu zakończenia ( tak mi się na tą chwilę wydaje) są takie smutne i bolesne :(

Powiem krótko - poprostu się zawiodłam, a reszte już możecie sobie sami dopisać..


Trafiłam w sieci na taki cytat, który akurat idealnie oddaje to w jakiej jestem sytuacji.


No właśnie..
Tylko czy to ten czas..? Sama nie wiem.. ale tak mi się wydaje.
Początek czegoś nowego.. czy początek starego w nowym wydaniu.. ?
A koniec czego..?  Koniec czekania.. ? czy koniec tego co było do tej pory?

Tak torche zagubiłam się w tym wszystkim..

Ci którzy mnie znają... a nie wiele osób wie dokładnie o co chodzi, wiedzą o czym mówie. Reszta musi się domyślać, choć i tak pewnie wiecie o co chodzi :P
Wybaczcie ale troche prywaty sobie jeszcze zostawie ;) Może kiedyś wam powiem.

***

I co tu teraz robić?

Niby czas jest naszym sprzymierzeńcem, leczy rany, buduje nowe relacje, daje nam nowe doświadczenia.. ale zabiera nam życie, które jest najcenniejsze... niestety... coś za coś..
A ja nie chce stracić tego co mi jeszcze zostało tylko dlatego, że wciąż będę żyła marzeniami.

Czas na zmiany i decyzje!
Byle tylko wyszły na dobre.


Pozdrawiam serdecznie 
MAJALENA FAR AWAY FROM HOME
www.majalenafarawayfromhome.blogspot.com

 

wtorek, 2 czerwca 2015

Sesja w deszczu...? czemu nie

***

Witajcie moi drodzy :) 

Tak sobie ostatnio mysłałam nad zdjęciami. Jakimi? A no nie słonecznymi ;) 
Bo zazwyczaj robi się zdjęcia przy pięknej pogodzie, bo wiadomo światło, lepsze kolory.. no tak racja. Zdjęcia przy słonecznej pogodzie wychodzą bajecznie, wręcz magicznie jeśli ujęcie jest dobre, kąt pod jakim je się robi i wiele jeszcze innych czynników ma na to wpływ. Ale zdjęcia które robi się w czasie deszczu, czy pochmurnej pogodzie już nie są takie kolorowe. Czemu tak jest? Zastanawialiście się nad tym? 
Wiadomo, że każdy chce mieć piękne fotki, które przywołują wspaniałe wspomnienia, kolorowe, ciepłe.. a co ze zdjęciami deszczowymi? Macie takie? Robiliście kiedyś sesję zdjęciową w deszczu? 

Tak mi jakoś przyszło do głowy, żeby właśnie taką sesję kiedyś zrobić. A z racji tego, że mieszkam w Irlandii, a tu jak wiadomo deszcz pada częściej niż w środkowej Europie, to z pogodą szarą, burą i deszczową nie powinnam mieć problemów żeby długo na nią czekać. Zwłaszcza ostatnio jakoś taki czas chyba nastał, przejście z wiosny do lata, że w jednej chwili cudnie świeci słońce, a 5 min później leje jak z cebra! Dlatego z aparatem chyba nie będę się rozstawała, żeby nie przegapić tech deszczowych momentów i spróbuje swoich sił w deszczowej sesji zdjęciowej. 
Zobaczymy co mi z tego wyjdzie. Taki mały eksperyment ;) 

Was też zachęcam. Jeśli macie takie fotki to podzielcie się nimi ze mną, może coś mnie zainspiruje. Żaba na dole czeka na mokre foty ;) 

A tak wogóle to zaczełam przeglądać moją bazę zdjęć czy przypadkiem nie mam jakiś takich fotek deszczowych.. i nic kompletnie nic nie znalazłam. Aż dziwne.. 9 lat w Irlandii i zero zdjęć w deszczu. 
Wiem że mam kilka takich zdjęć, ale to w Polsce w domu rodzinnym i to jeszcze fotografie które były wywoływane z kliszy, za dawnych czasów kiedy jeszcze nie było aparatów cyfrowych ;) Wiec jak tylko będe w domu, to muszę wygrzebać te zdjęcia i je tu wrzucić. 
Ahh tak mnie wzieło na wspominki dawnych czasów. I tak sobie myślę że takich zdjęć będę miała nawet sporo z tego okresu. A to dlatego że od najmłodszych lat jeździliśmy na wakacje pod namioty i to na całe 2 miesiące!!! Ponieważ Mama była (wciąż jest) nauczycielką i miała również 2 miesiące urlopu, a Tata pracował jako taksówkarz to mogliśmy się wszyscy cieszyć dwumiesięcznymi wakacjami. A wiadomo jak to pod namiotami, pogoda czy niepogoda nikomu nie przeszkadzało czy pada deszcz, czy świeci słońce. Cieszyliśmy się wspólnie spędzonym czasem i kempingowaniem na łonie natury. Ehhh.. obowiązkowo muszę wygrzebać te zdjęcia ;) 

No dobra.. to tyle na dziś wspominków. 
Czas biegnie nieubłagalnie.. ale jedyne co nam zostaje to właśnie nasze wspomnienia... i zdjęcia ;) a to jest wspaniałe. 
Więc róbcie ich jak najwięcej, zawsze i wszędzie, w pogode i niepogode. 

Pozdrawiam serdecznie 
MAJALENA FAR AWAY FROM HOME
www.majalenafarawayfromhome.blogspot.com

 
 





niedziela, 31 maja 2015

Zaczynam scrapowanie...

***

Witam Was serdecznie. 

Długo mnie tu nie było.. ale przyznaje się, że nie da się prowadzić 10 blogów na raz ;) 
No może nie aż 10, ale staram się co jakiś czas to tu, to tam przygotować jakiś wpis.. coś wydziergać czy zrobić na szydełku. 

Wszystkie moje blogi to: 
> Mój główny blog:
majalena.blogspot.ie 


> Irlandia moimi oczami - głównie zdjęcia:
ireland-in-my-eyes.blogspot.ie


> Daleko od domu... różne wpisy, rozmyślenia, podsumowania: 
majalenafarawayfromhome.blogspot.ie 

> Moje pocztówki ze świata:
majalena79postcard.blogspot.ie


> JA i szydełko (wersja po angielsku):
majalena-making.blogspot.ie

> Założycielka i projektantka bloga DIY czyli Zrób To Sam - od maja 2010: 
diytozts.blogspot.ie

No i w sumie uzbierało się ich aż 6 ;) 
No nieźle.. a jeszcze jest kilka które są narazie zamrożone. Przyjdzie i pora na nie. 
No i jeszcze jedne który dopiero zaczyna raczkować :), ale o tym też wkrótce. 

***

A od maja 2015 razem z nowym zespołem prowadzę bloga CraftStyle. Inspiruję, projektuję, tworzę, uczę, więc pracy jest co nie miara. 

Ostatnio nawet wciągnełam się w scrapbooking. Pamiętacie jak Wam pisałam, że w marcu jadę na warsztaty.. no właśnie. 



Na warsztatach było cudownie, tylko że przez 3 miesiące nie mogłam jakoś się do tego zabrać. Albo brak weny, pomysłów, oczywiście brak materiałów był świetną wymówką "bo nie mam..." , aż tu nagle, po północy, jak już leżałam w łóżku, wręcz w objęciach "Morfeusza".. ogarneło mnie natchnienie. Musiałam wstać i zacząć coś robić, bo nie byłam w stanie zasnąć. 
Wyciągnełam wszystkie papierki jakie miałam, guziki, szmatki - ahh no poprostu wszystko co miałam w zasięgu ręki (pomijając to że zrobiłam sobie przy tym taki bałagan, że rano jak wstałam ledwo byłam w stanie postawić kilka kroków) i zaczełam działać. 
Najpierw nieśmiało ułożyłam coś na arkuszu papierowym, kompozycja była niezła, ale jeszcze coś mi brakowało.. porzestawiałam, coś podokładałam.. no i jest. 1:30am.. a ja siedzę nad moim pierwszym samodzielnym LayOut'em. A potem już poszło samo. Na drugi dzień kolejny, potem jeszcze jeden i tak próbuje teraz swoich sił w technice SCRAPowania i muszę Wam powiedzieć, że coraz to bardziej mi się zaczyna podobać :) 

A moje LO wygląda tak :) 



To jest już drugie.. bo pierwsze czeka na swój debiut na CS - gdzie serdecznie Was zapraszam na 9 czerwca!!! :) 

A ja idę sobie dalej potworzyć jeszcze jakąś ciekawą kompozycję ;) 

Serdecznie wszystkich pozdrawiam. 



MAJALENA FAR AWAY FROM HOME
www.majalenafarawayfromhome.blogspot.com